Będąc posiadaczką lustrzanki wiele razy zastanawiałam się przed wyjazdem, czy na pewno warto brać ze sobą aparat, czy może raczej nie będzie potrzebny? Taszczenie ze sobą cały dzień dość ciężkiego i dużego aparatu wcale nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, a już zwłaszcza, gdy okazuje się, że wcale nie był potrzebny. Mowa o moim wieloletnim Nikonie D5000, który z nowym obiektywem stałoogniskowym (50mm) rzeczywiście nie ma sobie równych przy portretach i idealnie rozmytym tle – gorzej jednak, gdy chodzi o fotografie podróżnicze, spontaniczne kadry, czy o zgrozo – architekturę, która po prostu zazwyczaj nie mieściła się w kadrze. Noszenie ze sobą dwóch obiektywów mijało się z celem i myślę, że powoli dojrzewałam do decyzji o nowym aparacie.

Wiedząc, czego tak naprawdę potrzebuję od nowego sprzętu, a czego wolałabym unikać – szukałam czegoś o jakości zbliżonej do lustrzanek, jednak rozmiarze, który pozwoliłby mi na spontaniczne zapakowanie aparatu gdziekolwiek mam plan się znaleźć.
I takim sposobem natrafiłam na mój nowy aparat Sony z serii Alpha (Sony A6000), który w krótkim czasie stał się moim idealnym aparatem podróżniczym. Wiem, że wiele osób, które na co dzień używają lustrzanek, podchodzą do tematu aparatów hybryd (bezlusterkowe z wymienną optyką) z dużym dystansem – też tak miałam! Dlatego w tym wpisie podzielę się z wami moją opinią na temat Sony A6000 oraz dlaczego taki aparat jest idealnym kompanem podróżniczym.

Sony A6000 – aparat hybrydowy dla podróżników

Do tej pory miałam mieszane uczucia w stosunku do aparatów Sony. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego aparatu cyfrowego Sony DSC W85, który okazał się okropnie wolnym urządzeniem. Pierwsze lustrzanki z serii Alpha, choć wtedy zmieniły fotograficzny rynek na lepsze (wiele osób zainteresowało się fotografią, ponieważ były cenowo przystępne) – to ich jakość również zostawiała wiele do życzenia. Jak więc przeszłam z fazy “nigdy więcej Sony” do “Sony A6000 to najlepszy aparat dla podróżników?”. Sama nie wiem!
Choć nadal uważam, że lustrzanki to jedyny słuszny kierunek w przypadku bardziej profesjonalnej fotografii, tak mnie zależało bardziej na małym rozmiarze urządzenia, który nada się “do wszystkiego”. Co z tego, że mam dobry sprzęt i obiektywy, skoro wolę zabrać w podróż telefon, z którym będzie mi po prostu wygodniej? I tak zaczęłam przeglądać testy aparatów hybrydowych z wymienną optyką (to akurat jest dla mnie ważne).

Sony A6000 przekonał mnie do siebie kilkoma rzeczami:

– Jest mały i poręczny. Po raz pierwszy aparat mieści mi się do małej torebki i nie muszę nosić go w specjalnej torbie, jak w przypadku mojej lustrzanki (która z obiektywem 18-108mm stawała się po prostu ogromna).
– Ma wymienne obiektywy. Oczywiście gama obiektywów w przypadku aparatów hybrydowych nie jest aż tak rozbudowana i nie ma dużej ilości zamienników, co warto mieć na uwadze – jednak z pewnością da się dopasować coś odpowiedniego do naszych potrzeb.
– Jest w stanie uchwycić ostre zdjęcia w ruchu. W przypadku podróży czasem nie mamy czasu na ustawienie odpowiednich parametrów. Widzimy coś pięknego, robimy zdjęcie i już!
– Świetnie sprawuje się w przypadku fotografii wieczorem i w nocy. To było coś co drażniło mnie w poprzednim aparacie najbardziej. W przypadku A6000 nawet bez statywu wykonanie zdjęcia przy słabym świetle nie sprawia problemu.
– Bardzo szybki, wielopunktowy autofokus – również podczas kręcenia filmów, co jest dla mnie bardzo dużym plusem. W przypadku mojej lustrzanki filmy były w bardzo niskiej jakości i brak autofokusa bywał problematyczny.
– Nada się zarówno dla początkujących, jak i dla bardziej wprawionych fotografów
– Ma połączenie wifi i odpowiednią aplikację na telefon – jedna z moich ulubionych opcji. Można przesłać zdjęcia na telefon bez podłączania aparatu do komputera. Aplikacja służy też jako zdalny pilot (idealnie) oraz wyświetla podgląd z aparatu.

 Cena aparatu Sony A6000

Ceny aparatu różnią się ze względu na to, czy kupujemy samo body, czy zestaw z obiektywem (lub kilkoma obiektywami). Zazwyczaj zestaw ze standardowym obiektywem kosztuje około 530 – 700 euro (2200 – 2900zł) i uważam, że jest to bardzo dobra cena za ten sprzęt. W porównaniu z cenami lustrzanek jest to dobra alternatywa – zwłaszcza dla tych, którzy jak ja, szukali aparatu oferującego naprawdę dobrą jakość i małe rozmiary.
Co ciekawe, różne opcje kolorystyczne również mają inne ceny. Mój aparat w kolorze białym był 10euro (40zł) droższy od innych modeli – ale akurat to nie było dużym problemem. 🙂

 Wady aparatu Sony A6000

Jak każdy sprzęt, także Sony A6000 ma swoje wady, choć w moim przypadku nie były one aż tak problematyczne. Co nie podoba mi się w tym modelu?

– Brak możliwości całkowitego odwrócenia ekranu. Możemy go lekko wyciągnąć i odgiąć, co sprawdza się w fotografii z góry, jednak nie przy np. selfie. Nikon D5000 w tym przypadku był wygodniejszy. Można sobie z tym poradzić używając aplikacji na telefon.
– Krótki czas pracy na baterii. Byłam przyzwyczajona do tego, że fotografując moją lustrzanką, nie muszę zabierać ze sobą ładowarki na weekendowe wyciezki. Ba, nawet podczas 3 tygodniowej podróży i bardzo intensywnego użytkowania, ładowałam ją może 2 razy. Tu możemy o tym zapomnieć, bo praca na baterii przypomina bardziej korzystanie z baterii w smartfonie. Ładowarka staje się więc nieodłączna.
– Skoro o baterii mowa, sposób ładowania aparatu również nie jest moim ulubionym. Tu podłączamy kabel bezpośrednio do aparatu z włożoną baterią. Jest to bardzo niekomfortowe rozwiązanie! Więc jeśli posiadacie 2 baterie, nie możecie naładować jednej w międzyczasie.
– Ceny wymiennych obiektywów są dość wysokie

 Aparat podróżniczy – podsumowanie

Moim zdaniem nie ma jednego aparatu, który będzie odpowiadał każdemu. Dlatego warto zastanowić się, do czego tak naprawdę będziemy go potrzebowali. Mniejsze, kompaktowe rozmiary zawsze będą wiązały się z trochę gorszą jakością, niż oferują dobre lustrzanki. Jednak w czasie podróży czasem najważniejsze jest szybkie uchwycenie emocji, niż zastanawianie się pomiędzy odpowiednimi ustawieniami i noszeniem ze sobą ciężkiego aparatu.
Podobne, również warte uwagi modele na rynku to także nowa seria Olympus PEN i Olympus MD Mark nad którym się zastanawiałam. Większość z nich oferuje podobne możliwości w zbliżonych cenach.
Swój aparat kupiłam głównie o fotografii codziennej i podróżach i do tych celów sprawdza się znakomicie. Jest uniwersalny, prosty w obsłudze i choć nie może konkurować z najnowszymi lustrzankami, zdecydowanie radzi sobie lepiej niż mój, odrobinę już wysłużony Nikon.

Podzielcie się czym wy fotografujecie? Jaki jest wasz ulubiony sprzęt?