Tajlandia, a w szczególności Bangkok to trochę jak zupełnie inny świat. Niby wszystko funkcjonuje tak, jak znamy to w Europie, ale w rzeczywistości z pewnością zmierzymy się z niemałym szokiem kulturowym. A wszystko to, jeśli oczywiście odważymy się postawić krok poza strefę komfortu. Nie bądźcie więc typowym turystą, który stołuje się tylko w amerykańsko-wyglądających restauracjach. Zamiast tego lepiej odkryć Tajlandię tak, jak robią to lokalni. Zdecydowanie warto! Co najbardziej zaskoczyło mnie w Bangkoku?

Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku street food, skorpiony

Co zaskoczyło mnie w Bangkoku – street food i ceny jedzenia

Oto prawdziwa magia Tajlandii – jedzenie! Podczas ostatniej dalekiej podróży na Seszele narzekałam na tamtejsze jedzenie. Tajlandia była zaś spełnieniem moich kulinarnych marzeń i chyba jeszcze nigdzie nie jadłam tak dobrze i tak tanio. Po przylocie do Bangkoku od razu powitały mnie praktycznie dwa kulinarne światy – restauracje i street food. I jeśli myślicie, że lokalny Street Food wygląda jak zjazd food-trucków, nie moglibyście pomylić się bardziej. Co zaskoczyło mnie najbardziej w Bangkoku – street food jest tu taki, na jaki nazwa wskazuje: zlokalizowany często kompletnie na ulicy, albo tam, gdzie najmniej bym się tego spodziewała. Często składał się z dosłownie jednej przyczepki przywiezionej na rowerze; z dużym garem w którym gotowała się zupa lub też z małym, węglowym grillem postawionym na ulicy, na których piekły się niezidentyfikowane szaszłyki. Często też jedzenie na wynos pakuje się w woreczki i zakręca je gumką – tak jak kiedyś sprzedawano rybki w sklepie zoologicznym. Oto esencja Bangkoku!

W naszym przypadku nasze kulinarne wybory były gdzieś pomiędzy tym wszystkim. Jak najbardziej jedliśmy lokalne szaszłyki, sałatkę z mięsa mielonego z chilli sprzedawaną w woreczku i korzystaliśmy też z małych budek, w których sprzedawano najlepszy, słodki napój: cha yen (moim ulubionym smakiem była herbata z kawą!). Ale najczęściej staraliśmy się wybierać miejsca, w których można usiąść, a które pozostają lokalne i prawdziwe. Nie jest to wcale trudne, wystarczy rzucić okiem czy je tam sporo Tajów – a już w ogóle najlepiej, jak nie widać tam żadnych turystów. Gwarantuję, że jedzenie będzie pyszne, świeże i bardzo tanie. To chyba zaskoczyło mnie najbardziej. Ceny jedzenia nijak miały się do tych austriackich. Za dwa sporej wielkości dania dla dwóch osób, z dodatkowymi sajgonkami, wodą (lub innym napojem) płaciliśmy często w okolicach 10-20zł w zależności od miejsca i ilości dodatków, które wybieraliśmy. Dlatego też zawsze staraliśmy się zostawiać napiwki – szczególnie w miejscach, do których lubiliśmy wracać.

Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku street food Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku tanie jedzenie Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku street food

Co zaskoczyło mnie w Bangkoku – świątynie na każdym kroku

Bangkok zaraz po wyjeździe z lotniska wita nas ogromnym billboardem przypominającym, że Budda to symbol religijny, a nie pomysł na tatuaż; co jest tu uważane za obraźliwe. Już to świadczy o tym, że Tajowie przykładają dużą uwagę nie tylko do symboli religijnych, ale także do świątyń, przestrzegania wyznaczonych reguł, jak na przykład zakaz wejścia do świątyni w krótkich spodenkach, czy konieczność ściągnięcia butów w niektórych z nich. Jednak ilość świątyń to coś, co zdecydowanie zaskoczyło mnie w Bangkoku. Ich styl również był czymś, co wprawiało mnie w zachwyt. Warto jednak pamiętać, że wstęp do większości świątyń w Bangkoku jest płatny, choć nie są to duże sumy.

Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku świątynie

Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku świątynie
Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku

Co zaskoczyło mnie w Bangkoku – liczne sky bary

W Bangkoku większość najlepszych hoteli i najwyższych wieżowców ma na szczycie sky bar, czy też rooftop bar. To nic innego jak bary z widokiem, ale większość z nich oprócz stania w kolejce, by się tam dostać, wymaga też przestrzegania dość surowego dress code’u. Zatem jeśli marzy wam się wypić drinka w sky barze, w którym kręcono Hangover 2 (Kac Vegas w Bangkoku), musicie zaprezentować się w butach zakrywających palce. Nie wejdziecie również w zwykłej koszulce, a mężczyźni w krótkich spodenkach, ponieważ wymagany jest styl tzw. “smart casual”. 

Zatem nie wiem do końca, czy bardziej zaskoczyła mnie ilość tych barów w Bangkoku, czy konieczność strojenia się tam jak na galę. W każdym razie bar do którego się wybraliśmy był czymś pomiędzy. Nazywał się Heaven Rooftop Bar & Lounge.  Wybraliśmy to miejsce głównie na bliskość naszego hotelu, widok był zadowalający, nie obowiązywał żaden bardzo ścisły dress code, a ceny drinków nie obciążały budżetu. Plus, można było posłuchać karaoke z muzyką na żywo!

Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku Sea Life

Oceanarium Sea Life Bangkok Ocean World

To miejsce było dla mnie ogromnym zaskoczeniem głównie ze względu na to, że zlokalizowane jest pod centrum handlowym! Zatem na parterze możecie nadal nacieszyć się zakupami w Bangkoku, czy wypić herbatę bąbelkową, a już piętro niżej podziwiać płaszczki i rekiny. Wiem, że wizyta w oceanarium spotkała się z mieszanymi odczuciami, gdy podzieliłam się poniższym zdjęciem na Instagramie i od razu zarzucono mi promowanie cierpień zwierząt. Ale szczerze mówiąc nie widzę tego w ten sposób. Nie ma tam żadnych pokazów z udziałem zwierząt; głównie podziwiać tam można różnego rodzaju ryby i wodne stworzenia. Poza tym, wizyta w oceanarium z takim tunelem była na mojej liście marzeń od kiedy zobaczyłam takie miejsca w amerykańskich filmach. Dla mnie było warto.

Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku Tuk Tuk

Co zaskoczyło mnie w Bangkoku – wszechobecne tuk-tuki i korki

 

Choć zdawałam sobie sprawę z tego, że Bangkok swoją ludnością (9 milionów mieszkańców) przewyższa całą Austrię (w której żyje około 8 milionów ludzi). To chyba nie do końca rozumiałam, jak to wygląda w praktyce. Zatem pierwszy kontakt z tym, jak wygląda transport publiczny w Bangkoku i jak straszne jest czasem przechodzenie na drugą stronę ulicy – to było zdecydowanie ciekawe doświadczenie. Do gustu przypadły mi zwłaszcza tuk-tuki, czyli coś na kształt małego motorku z miejscem dla pasażerów z tyłu. O tuk-tukach słyszałam już różne legendy, ale musiałam przekonać się na własnej skórze, jak szaleni i nieustraszeni są ich kierowcy. Już chwilę po tym jak wsiedliśmy do jednego, kierowca wcisnął przysłowiowy gaz do dechy i slalomem przedostawał się pomiędzy samochodami, skuterami i innymi autami. Co dziwne, czułam się bezpiecznie – choć wolałam nie myśleć o statystykach dotyczących wypadków drogowych w Bangkoku.
Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku Tuk TukPodróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w BangkokuPodróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w BangkokuMieszkania w Bangkoku – mały szok kulturowy

Przed przylotem do Tajlandii wiedziałam, że jest to kraj kontrastów. Z jednej strony zobaczyć możemy wieżowce i naprawdę nowoczesne dzielnice, a z drugiej slumsy i prawdziwą biedotę. I choć podróżuję po różnych zakątkach świata, to właśnie Bangkok zaskoczył mnie najbardziej. Od razu po przylocie powiedziałam, że jestem w szoku ile opuszczonych mieszkań i budynków zobaczyć można w mieście (nawet w centrum) – miałam na myśli te naprawdę obskurne, czasem z zabitymi oknami, brudne i wyglądające jakby od dłuższego czasu nie widziały żywej duszy. Na co chłopak odpowiedział mi, że opuszczone mieszkania, zwłaszcza w centrum Bangkoku (gdzie liczy się każdy metr) są rzadkością i że z całą pewnością mieszkania, o których myślałam w kategorii rudery, jak najbardziej są zamieszkane przez kogoś. Podobnie w przypadku małych, lokalnych sklepików zlokalizowanych w otwartych garażach, które wiele razy połączone były z czyimś miniaturowym mieszkaniem. Widok ludzi śpiących tam na podłodze, czy dzieci odrabiających lekcje wcale nie był taki rzadki.
Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w BangkokuMiłość do zupek błyskawicznych

Ostatnią rzeczą, która zaskoczyła mnie najbardziej w Bangkoku, choć nie należy to może do wielkich odkryć, jest opcja zrobienia sobie zupki błyskawicznej zaraz po jej zakupie. Zdjęcie poniżej przedstawia mały sklepik na promie na wyspę Koh Samui. W przypadku małego głodu, można kupić tanią zupkę z makaronem i skorzystać z gorącej wody przy wyjściu. Podobne rozwiązanie widziałam wiele razy w sieci sklepów 7-Eleven. Takie proste, a takie przydatne. 🙂
Podróż do Tajlandii co zaskoczyło mnie w Bangkoku prom do Koh SamuiA co was najbardziej zaskoczyło w Bangkoku? A może planujecie wizytę w Tajlandii w przyszłości?