Urodzinowa podróż do Londynu
Tower Bridge in London by night. Girl standing in front of the camera watching the sky full of stars.

Podróż do Londynu jesienią

Minęło trochę czasu, od kiedy pojawił się tu jakiś prawdziwie podróżniczy temat. Ale niech was to nie zwiedzie! Moja blogowa motywacja być może odrobinę przygasła, ale moja miłość do podróży nie zmalała. Zatem gdy blog przeżywał swoje ciche czasy, w życiu prywatnym miałam i większe i mniejsze wyprawy. Tak jak choćby ta do Londynu w moje 26 urodziny w październiku. I nie mogłabym być szczęśliwsza, bo tym razem podróżowałam z Lisą i odkrywałam nowy kraj i nowe miasto! Świetne połączenie!

Uważam, że wiele miast jest najpiękniejszych latem lub w czasie świąt, ale podróż do Londynu jesienią również była świetnym wyborem! Pogoda nas nie rozpieszczała (przyznaję, że było zimniej niż w Austrii), ale był to też mniej turystyczny sezon na odwiedzenie Londynu – a to duży plus!

Spacer przy Tower Bridge

Plan zwiedzania Londynu

Uważam się za szczęściarę, że podróżowałam do Londynu z Lisą, która nie tylko jest jedną z moich ulubionych osób do wspólnych wypraw (przemierzyłyśmy też wspólnie Laponię!), to była w Londynie tyle razy, że zna tam już prawie każdy kąt. Zatem nie mogłam narzekać na brak ciekawostek i jestem za to bardzo wdzięczna! Naszym głównym pomysłem było zwiedzanie Londynu bez pośpiechu i bez biegania, za to z przemierzaniem znacznych dystansów pieszo, by też nacieszyć się widokami dookoła.

Poza tym, wiedziałam, że muszę spróbować lokalnego dania ,,Fish and chips” czyli ryby z frytkami i zobaczyć słynną platformę 9 i 3/4 z Harry’ego Pottera. Która mnie totalnie zawiodła. Chyba naiwnie myślałam, że ta platforma rzeczywiście znajduje się pomiędzy numerami 9 i 10. Nie mogłabym się bardziej pomylić. Słynny wózek w ścianie jest zaraz obok sklepu z gadżetami potterowskimi – gdzie kolejki i tłum były ekstremalne. Odpuściłam sobie zdjęcia.

Słynna londyńska stacja King’s Cross, którą znają fani Harry’ego Pottera

Świętując 26 urodziny w londyńskim pubie

Nie planowałam wiele jeśli chodzi o tą podróż, ale dwie rzeczy były na mojej liście: odwiedzenie prawdziwego angielskiego pubu i spróbowanie ryby z frytkami. Obie rzeczy udało mi się zrealizować za jednym zamachem, gdy weszłyśmy do The Jugged Hare. Zamówiłyśmy to samo – wspomnianą rybę i angielskie piwo. Co nas zaskoczyło, przemiła kelnerka, która usłyszała, że akurat mam urodziny, przyniosła nam szampana i różne smakowe piwa do skosztowania na koszt firmy. Powiedziała, że jej urodziny są w wigilię i nigdy tak naprawdę nie może się nimi nacieszyć, więc chciała sprawić, by mój dzień był wyjątkowy. To było tak miłe i niespodziewane, że oprócz napiwku zostawiłam jej też czekoladę Hershey’s z notatką z podziękowaniem. Mam nadzieję, że też się przez to uśmiechnęła po naszym wyjściu. To zdecydowanie jedno z moich ulubionych wspomnień z Londynu!

Urodzinowy toast w angielskim pubie!
Fish and chips – koniecznie trzeba tego spróbować w Londynie!

Moje ulubione miejsca w Londynie

Londyn zdecydowanie wywarł na mnie pozytywne wrażenie i z łatwością wskoczył na listę miast do ponownego odwiedzenia. W końcu czułam się, że jestem w kraju, w którym mogę się z łatwością dogadać i wszystko zrozumieć. Co nie zawsze ma miejsce w codziennym życiu w Austrii.  Poza tym widziałam Londyn w tylu filmach, że dosłownie każdy zakątek i ulica mogłaby opowiadać odrębną historię. Ale oto moich 5 ulubionych miejsc:

  • Harrods – ekstremalnie zatłoczone miejsce, ale za to jakie piękne I style! Nie wróciłabym na zakupy, ale by porobić kilka zdjęć
  • Covent Garden – przeurocze miejsce z dyniowymi dekoracjami
  • Tower Bridge – zwłaszcza wieczorem
  • Big Ben – nadal cieszyłam się, że go zobaczyłam, pomimo, że był w czasie renowacji (i nadal jest!)
  • Galeria Narodowa – zobaczenie obrazów Van Gogha, Moneta, czy Leonardo da Vinci było przyjemnością!
Harrods robi wrażenie na zewnątrz i w środku!
Covent Garden
Covent Garden
Dyniowe dekoracje na Covent Garden. Ta gigantyczna dynia była PRAWDZIWA!
Ja jako turystka. Wyglądam jak ziemniaczek 🙂

Hotel w Londynie

Zatrzymałyśmy się w hotelu Hampton by Hilton Hotel  (Docklands)Pokój był naprawdę ładny i miałyśmy wliczone śniadania w formie bufetu, który był przepyszny! Był wybór dosłownie wszystkiego i dawno nie byłam taka zadowolona z żadnego hotelowego śniadania (nawet w 5 gwiazdkowym hotelu na Koh-Samui). Wybrałam typowe angielskie śniadanie (którego Lisa nie znosi, haha), była tam też gofrownica ze świeżym ciastem – mój faworyt. Spróbowałam też słynnego syropu Marmite i nie mogę pojąć, jak ktoś to może lubić?! Miał taki dziwny smak!

By dostać się do hotelu z lotniska London Stansted, wybrałyśmy pociąg, a następnie przesiadłyśmy się na metro (wyrobiłam też kartę Oyster). W drodze powrotnej nie miałyśmy zbyt wielkiego wyboru, bo lot zaplanowany był na około 8 rano. Zamówiłyśmy Ubera i to był najlepszy pomysł. Kierowca okazał się bardzo miły i przegadałyśmy z nim całą drogę!

Słynne czerwone podwójne autobusy!
London Eye
Czy te uliczki nie są urocze?!

Urodzinowa podróż do Londynu – podsumowanie

Widziałyśmy słynne czerwone budki telefoniczne i podwójne autobusy. Przywitałabym się z Królową Anglii, ale niestety była chyba zbyt speszona, by wyjść z domu. Przeszłyśmy wiele kilometrów i widziałyśmy najważniejsze miejsca w Londynie, które kompletnie zachwyciły mnie swoją architekturą! A jeśli ktoś z was kojarzy film Sweeney Todd (Demoniczny Golibroda z Fleet Street), to ta historia także ma swoje początki w Londynie, gdzie również byłyśmy. London ma jak dla mnie prawie nieskończoną ilość miejsc, które kojarzę z filmów i chciałabym odwiedzić je wszystkie w przyszłości. Poza tym to już prawie tradycja, że zawsze, gdy widzimy się z Lisą, jemy sushi – nie mogłoby tego zabraknąć w Londynie i zjadłyśmy przepyszne sushi z chrupiącym tuńczykiem! Podsumowując, to była świetna podróż i najlepszy możliwy sposób, by nacieszyć się z 26 urodzin!

A teraz ciekawostka. Pomimo, że to była moja pierwsza podróż do Londynu i Anglii, to byłam już na zamorskim terytorium Wielkiej Brytanii – na Gibraltarze! Można tam płacić w euro albo funtach brytyjskich, ale reszta wydawana jest w funtach gibraltarskich.

Byliście już w Londynie? Jakie były wasze ulubione miejsca?