Okazuje się, że moje wpisy podsumowujące kolejne lata życia w Austrii są jednymi z najchętniej czytanych na moim blogu. I ciężko się dziwić – są też moimi ulubionymi, które traktuję trochę w formie pamiętnika. Za kilka lat wrócę do nich, przejrzę jak to wszystko się zmieniało – w końcu ciężko jest dostrzec różnice w perspektywie mijających dni. A gdy spojrzy się na mieszkanie za granicą w perspektywie lat, to nagle pojawia się ten moment „wow!” – ale o tym za chwilę. W każdym razie zobaczyłam, że przypadkiem ominęłam opisywanie tu mojej trzeciej austriackiej rocznicy. Ale nic straconego, bo ta czwarta będzie chyba najlepsza! A zanim do niej dojdę, to zajrzyjcie też do poprzednich wpisów, w których mówiłam o zmianach po pierwszym roku mieszkania w Austrii oraz o moich przemyśleniach po dwóch latach za granicą. Stworzyłam też wpis, w którym opowiadałam o tym, czego nauczyło mnie życie za granicą.

Cztery lata życia w Austrii

Cztery! Mam wrażenie, że jeszcze przedwczoraj mieszkałam w Szwecji, a wczoraj pakowałam walizkę, zastanawiając się, jak będzie wyglądało moje życie w Austrii – a teraz świętuję kolejną rocznicę z krajem i tym razem wiem, że zostanę tu na dłużej. Chyba robię się sentymentalna, ale ostatnie kilka lat naprawdę minęło mi w zawrotnym tempie. I nie ukrywam, że myślami często wracam do szwedzkich domków (Szwecja to nadal mój ukochany kraj numer 2!)- to staram się odnaleźć trochę tej skandynawskiej magii hygge także w Austrii. A teraz myślę, że będzie to jeszcze łatwiejsze, bo moje cztery lata życia za granicą świętuję trzymając w ręce klucze do mojego własnego domu! Tego nie spodziewał się nikt, nawet ja! Już nie mogę się doczekać, aż zawieszę przy oknach moje ulubione, szwedzkie gwiazdy. Ahh!

życie i praca w Austrii.

Praca w Austrii – czas pandemii

Pamiętam, że w marcu wracałam z miasta na rowerze i padał śnieg; dzień później została ogłoszona globalna pandemia, a gdy tak naprawdę można było w końcu częściej wychodzić z domów, to można było już chodzić w krótkim rękawie. Mam wrażenie, że w tym roku przeskoczyliśmy jeden sezon. Ale co to był za rok! Prawie cały kraj został wysłany na pracę zdalną z domu. Więc zapakowaliśmy laptopy z pod pachy, przy czym nikt nie spodziewał się, że wrócimy do biur dopiero… w październiku! Pół roku pracy zdalnej (w tym też prawie 3 miesiące składające się wyłącznie z 10% etatu i 3 miesiące z 50% etatu) były najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Jeszcze nigdy nie byłam tak wypoczęta, wyspana i energetyczna – co też przełożyło się pozytywnie na moje projekty. Nie tylko tworzyłam chętniej, ale też miałam czas i możliwości, by tworzyć więcej dla siebie i innych po godzinach. Wiem, że to jest bardzo trudny czas, podczas którego tysiące osób ucierpiały finansowo po utracie pracy. Ale nie będę ukrywać, że dla mnie te pół roku były jak prezent i tak będę to wspominać – tylko pozytywnie! Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pozostałe pół roku przebiegnie w podobnie miłej (i zdrowej) atmosferze. Aktualnie zakończył się już czas sielanki i powoli przyzwyczajam się do tego, że będę pojawiała się w swoim biurze jak dotychczas, każdego dnia – ale ma to też swoje plusy! Praca z domu to tak naprawdę bycie pod telefonem o każdej godzinie i z czasem miałam wrażenie, że cały czas ktoś do mnie dzwoni (nawet, gdy była to tylko budowa na dole – ale słyszałam już buczenie :)) ). Teraz tak nie mam.

życie i mieszkanie w Austrii.

Życie w Austrii – jak mi idzie z językiem niemieckim po czterech latach mieszkania w Austrii?

To mój ulubiony aspekt tych moich rocznych podsumowań odnośnie życia za granicą. W pierwszym roku pisałam o tym, że nie znałam niemieckiego i rozmawiałam tylko po angielsku. Tylko po to, by z roku na rok uczyć się coraz więcej. Ale nie zrozumcie mnie źle – nadal nie pojawiłam się na żadnym kursie, to nie dla mnie! Ja muszę dużo mówić i uczyć się w locie. W tym momencie porozumiewam się w 100% w języku niemieckim pracy (nie licząc jednej koleżanki, z którą sam na sam mówię tylko po angielsku, dlatego, że też pochodzi z innego kraju i tak wolimy). Nadal robię przeróżne błędy: gramatyczne, składniowe, przekręcam słowa, ale kogo to obchodzi? Jeśli podchodzi się do wszystkiego z uśmiechem, a jednocześnie wszyscy mnie rozumieją (w drugą stronę gorzej, gdy ktoś mówi dialektem 🙂 ), to wszystko jest ok! Płynność przychodzi z czasem. W domu zaś bez zmian- od zawsze porozumiewamy się z chłopakiem tylko i wyłącznie po angielsku (obydwoje mówimy płynnie). Nigdy nie spotkałam się też z jakimś gorszym traktowaniem, czy też nikt nigdy nie powiedział mi nic niemiłego, gdy powiedziałam, że się uczę. Najczęściej albo nikogo to nie obchodzi, albo też komplementują, pytają skąd jestem, itd.

Na zdjęciu powyżej pozuję z pożyczoną od koleżanki książką, którą miałam zamiar przeczytać po niemiecku – jeszcze tego nie dokonałam. Książka czeka na lepsze czasy. Ale w międzyczasie kupiłam sobie pierwszą cześć Harry’ego Pottera (też po niemiecku) i tą dokończę. Ale nie powiem, żeby to była wyjątkowa przyjemność… 🙂

życie i mieszkanie w Austrii flatlay MacBook.

Mój język ojczysty a mieszkanie za granicą

Ostatnim razem wspominałam, że zdarza mi się zapomnieć słowa po polsku, a znać odpowiednik po angielsku, czy niemiecku – ale podobnie bywa też w drugą stronę. Wydaje mi się, że to normalne. Ale faktycznie zauważyłam, że czasem naprawdę potrzebuję się przestawić, by mówić po polsku – nie śnię też w ojczystym języku, ani nie czytam polskich książek. Ale postanowiłam trochę o to zadbać, dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy poznałam nowe, polskie koleżanki, które tak jak ja – wybrały Graz jako swoje miejsce do życia. Więc teraz mam okazję poćwiczyć na żywo. Poza tym zdarza mi się kręcić vlogi z różnych górskich eskapad, które możecie obejrzeć na moim kanale na yotuube/thedailywonders po polsku. I coś, co sprawia mi ostatnio najwięcej radości – stworzyłam też swój własny, lifestylowy podcast „Magda nadaje” o życiu za granicą i odnajdywaniu się w dorosłości, którego również posłuchacie po polsku na większości dostępnych platform.

Czy nadal odpowiada mi styl życia Austriaków po czterech latach za granicą?

Zdecydowanie, jak najbardziej: TAK! W końcu zdecydowanie się na kupno domu w tym, a nie w innym kraju nie jest przypadkowe. Austriacy żyją spokojniej, mniej się martwią, spędzają zdecydowanie więcej czasu na świeżym powietrzu. Nawet częściej i więcej jeżdżą rowerami – sznur rowerów przejeżdżających przez miasto o każdej porze nie jest tutaj nic dziwnym. Odpowiada mi też austriacka stabilność finansowa, bo nie ukrywajmy, że to jest bardzo ważny czynnik, którego nie przysłoni nawet moja miłość do austriackich alp. Austria nie bez powodu zajmuje wysokie pozycje w nie tylko najlepszych miejscach do życia (w którym często wygrywa Wiedeń), ale też w najbogatszych krajach (per capita). Poza tym nadal odpowiada mi ich ekologiczny (w dużej mierze) styl życia i zamiłowanie do dobrej kawy i wegańskich kafejek – ale nadal nie mogę przeżyć tego, że nie mamy w Graz Starbucksa. 🙂

życie w Austrii, austriackie alpy.

Co się zmieniło po czterech latach życia w Austrii?

Zaczęłam jeszcze częściej chodzić po górach i jestem w nich kompletnie zakochana – a już zwłaszcza po tym, jak odkryłam frajdę we wspinaczce w stylu via ferrata. Jeśli chcecie podejrzeć jedną z tras w parku narodowym, to jest dostępna we vlogu (kliknij tutaj). W tym roku jednak nie przejechałam ani jednej typowo górskiej trasy na rowerze. Chyba piesze wędrówki i wspinaczki pochłonęły mnie do reszty. Przestałam też bać się kontaktu z polakami za granicą, bo tak, jak wspomniałam wyżej, trafiłam na fantastyczne dziewczyny (łącznie jest ich 3!). Zawsze miałam w głowie bardzo niekorzystny stereotyp, ale na szczęście okazało się, że nadajemy na podobnych falach i nie jesteśmy typem osób, które unikają integracji i trzymają się tylko w polskojęzycznym środowisku. Wręcz przeciwnie! Gdy widzimy się same, to mówimy po polsku, w grupie najczęściej po niemiecku, ale zdarza się też angielski. Językowy misz-masz.
Zrobiłam też ostatnio kurs na motor (w Austrii nazywa się to kod 111), który upoważnia do jazdy jednośladami do 125cm3. Więc kto wie, może przywitam też nowy sezon na motorze? Ale o tym usłyszycie w kolejnej aktualizacji moich przygód za granicą. 🙂

Ostatnio otrzymałam też przecudowną wiadomość od dziewczyny, która czyta mnie jeszcze od czasów studiów! I dawno nie zrobiło mi się tak miło. Czy jest tu ktoś jeszcze, kto śledzi moje przygody od lat? Dajcie znać w komentarzu! Jestem ciekawa!

Buziaki, Magda